Strona główna Czytelnia: Portrety Gandi - hovawart stróż

Gandi - hovawart stróż

Nie myślę o Gandi w kategorii „bohaterka”. Jest raczej typową przedstawicielką rasy hovawart. Jako psy stróżujące, hovawarty zdolne są do niezwykłych poświęceń. Przykład Gandi o tym świadczy. To nie było żadne bohaterstwo, a wielkie oddanie swojej rodzinie. Życie wystawiło Gandi na ciężką próbę, a ona swoim zachowaniem pokazała, do jak wielkich poświęceń zdolny jest hovawart. Gandusia – radosna, przyjazna i aktywna suczka. Jej dominującą cechą jest opiekuńczość i ogromna troska o swoją rodzinę.

Zawsze uczestniczyła w naszym rodzinnym życiu. Z zapałem stawała na czele rowerowych rajdów, spływów kajakowych i zimowych kuligów. Biegnąc radośnie, czujnie obserwowała „stado” i  troszczyła się o najsłabszą osobę w grupie, towarzysząc jej i nie opuszczając, gdy ta zostawała w tyle. Czuliśmy się z nią bezpiecznie w każdej sytuacji. Tak było… Niestety, Gandi nigdy już nie poprowadzi ani rajdu, ani kuligu… Została okaleczona przez bezmyślnych bandytów, gdy próbowali sforsować ogrodzenie naszej posesji. Broniła rodziny i bardzo ucierpiała. Nigdy nie powróci do dawnej formy.

Był listopadowy, bardzo wczesny, ciemny ranek. Byłam w domu sama z chorym wówczas synem. Słyszałam nawoływania obcych mężczyzn i mocne szczekanie naszej suczki. Nie widziałam, co się dzieje, czułam jedynie, że coś złego. Nasza działka jest duża i zadrzewiona,  a bandyci odciągnęli Gandi w miejsce oddalone od domu i zasłonięte drzewami. Jej szczekanie nie pozostawiało złudzeń, ostrzegało… Zapominając o strachu, wybiegłam przed dom, wołałam Gandi. Nie przyszła, szczekała coraz bardziej zajadle, wyraźnie walczyła. Nagle wszystko ucichło a ona przybiegła do mnie… na trzech łapach… Drżała, była zła i mimo bólu chciała biec w stronę uciekających bandytów. Z trudem ją uspokoiłam i zaprowadziłam do domu. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z zagrożenia.

Gandi bardzo cierpiała, podkurczoną tylną łapę trzymała dziwnie wykręconą pod brzuchem. Zawieźliśmy ją do weterynarza. Po badaniach okazało się, że konieczna jest operacja. Miała zniszczone kolano. Operacja była ciężka, kilkugodzinna.

Podczas zabiegu okazało się, że uszkodzenia są poważniejsze niż przewidywano. Pod naciskiem weterynarzy zgłosiliśmy sprawę do prokuratury. Z uwagi na ciężkie obrażenia podjęto postępowanie z oskarżenia publicznego. Gandi nigdy nie powie, co się stało. Pewne fakty ustalono podczas śledztwa, a my prywatnie poprosiliśmy biegłego ze Związku Kynologicznego, by pomógł odtworzyć bieg wydarzeń.

Okazało się, że dom był od dłuższego czasu obserwowany. Gandusia swoją czujnością przeszkadzała bandytom, więc postanowili ją zniszczyć. Uderzyli ją cegłą i prętem, prawdopodobnie celując w głowę. Nie trafili lub uskoczyła, ale uderzyli ją w kolano. Gandi nie uciekła, nie wystraszyła się, broniła domu do końca, na trzech łapach - dopóki nie uciekli.

Po operacji i zdjęciu gipsu przeszła długą i trudną rehabilitację. Była bardzo dzielna, a my robiliśmy wszystko, by znowu była szczęśliwa i zdrowa. Ważnym elementem rehabilitacji było ograniczenie ruchu, a więc koniec z hovawarcimi gonitwami, wszelkimi zrywami i skokami. A ona tak bardzo to kochała! Miała tyle energii i przecież ciągle czuła się odpowiedzialna za swoją rodzinę, a tu nawet stróżować nie wolno jej było.

Gandi długo kulała i nigdy nie będzie w pełni sprawna, musi prowadzić oszczędny tryb życia. Mimo to, po ponad roku od operacji, doszła do takiej formy, że mogła powrócić na wystawowe ringi i ukończyć dwa championaty – Polski i Litwy - a także na zagranicznej wystawie zdobyć tytuł Baltic Winner 2011.

Jest dzielna i kochana. Mimo ciężkich przeżyć pozostała ufną i przyjazną suczką. Nadal bardzo troszczy się o swoich bliskich. Potrafiła wytropić prawdziwego szpiega i nie pozwoliła mu się do mnie zbliżyć.

Jest niezwykle troskliwa, również na co dzień. Po operacji, gdy wieczorem przywieźliśmy ją do domu, była jeszcze pod wpływem narkozy. Czuwałam przy niej. Gdy słyszała mój głos, czuła dotyk mojej ręki, była spokojna. Siedziałam przy niej cały czas. Nagle, w środku nocy, stała się niespokojna. Z trudem próbowała wstać z posłania, jakby coś sobie postanowiła... Pomogłam jej, a ona kuśtykając i ledwo utrzymując równowagę, powoli zaczęła się posuwać długim korytarzem w kierunku mojej sypialni. Oglądała się, czy za nią idę. Ułożyła się na podłodze przy moim łóżku. Patrzyła na mnie, choć powieki jej jeszcze opadały. Co wtedy myślała? Czyżby czuła, że teraz pani powinna się przespać? Dziwiło mnie to, bo Gandi zawsze miała zakaz wchodzenia do sypialni, którego bezwzględnie przestrzegała. Złamała go ten jeden jedyny raz… Nie umiem tego sobie racjonalnie wytłumaczyć.

Spała spokojnie. O 6 rano delikatnie mnie obudziła. Obowiązek wzywał. To nic, że łapa w gipsie i ciało słabe po operacji i narkozie. Trzeba wyjść i sprawdzić porządek na podwórku. Kuśtyk, kuśtyk… Poszła… na swój „posterunek” na skarpie przed domem. Moja Gandi, mój kochany pies…

autorka tekstu i zdjęć: Jolanta Brudzyńska
przewodniczka GANDI Pałacowe Piękności

 

Migawki

Ten piegowaty Stefek, ten uśmiechnięty BURCZYMUCHA Las Księżniczek, który nieustraszenie pojawił się w naszym dziale Starsze Szczenięta, może zostać bohaterem jeszcze niejednego wierszyka! Oraz autobiografii szczęśliwca, który zostanie jego przewodnikiem.